Pozwalam sobie na to, by w końcu zamknąć oczy. Pojedyncze dreszcze przechodzą po moim ciele, a mój oddech powoli wraca do normy.
-Proszę…- jej głos wyrywa mnie z tej chwili stagnacji. Otwieram oczy i przez chwilę brakuje mi słów. Zaczerwienione policzki, szeroko rozchylone nogi i te intensywne spojrzenie, które na nowo budzi we mnie pożądanie.
-O co mnie prosisz, Kochana? – pytam, gdy powoli zbliżam się do łóżka.
-Proszę… Proszę, dotknij mnie… – ostatnie słowa, wypowiedziane niemal szeptem, jednak działające bardziej niż gdyby były wykrzyczane. Stoję już obok łóżka, wchodzę na nie i bardzo powoli zbliżam głowę do jej podbrzusza. Wyciągam język i jedynie jego koniuszkiem, tak delikatnie, jak tylko jestem w stanie, przesuwam po jej łechtaczce aż do jej wejścia, w które zanurzam się na chwilę. Krzyk frustracji miesza się z westchnieniem przyjemności. Boże, taka mokra, tak cudownie smakująca. Przez chwilę rozkoszuję się jej smakiem, który czuję na języku. Jej biodra wyrywają się do góry, jakby chciały zmusić mnie do powrotu.
-Ciii – mówię tylko, dociskając jej biodra do materaca.
Jeszcze nie, jeszcze trochę musi poczekać. Bo choć potrzeba dotknięcia jej i dalszego smakowania jest przytłaczająca, to nie mam ochoty jeszcze odpuszczać. Przesuwam trochę dłoń, by móc całować ją wzdłuż kości biodrowych. Językiem wyznaczam ścieżki od pępka do wzgórka. Całuję wewnętrzną część jej ud, za każdym razem zbliżając się coraz bardziej do źródła jej pragnień. Gdy już jedynie centymetry dzielą mnie od jej łechtaczki, odpuszczam kontrolę. Nie jestem w stanie dłużej się powstrzymywać. Językiem zagłębiam się pomiędzy jej wargi, mocno naciskając na łechtaczkę, jednocześnie wsuwając w nią dwa palce. Gdy jej biodra zaczynają się poruszać gwałtownie, drugą ręką dociskam je do materaca, by nie mogła nimi ruszać. Szybkimi, krótkimi, ale mocnymi ruchami poruszam się w niej. Ograniczam ruchy językiem, tak by jak najbardziej stymulować jej łechtaczkę. Moja ukochana już nie jęczy, tylko krzyczy i wiem, że jest blisko. Przyśpieszam swoje ruchy i starając się nie zważać na ból mięśni utrzymuję ten pospieszny rytm. Aż do końca. Urwany okrzyk daje mi znać, że orgazm już nadszedł.
Jednak to mi nie wystarczy. Nie dając jej odpocząć, uwalniam jej ręcę, by móc przewrócić ją na brzuch i mieć lepszy dostęp do jej wejścia. Gwałtownym ruchem wchodzę w nią ponownie. Palcami szukam pulsującego punktu, by po chwili uderzać w niego swoimi palcami. Robię to wolniej niż przed chwilą, dając jej chwilę na przyzwyczajenia się do moich palców. Jednak pozycja dalej mnie nie satysfakcjonuje. Popycham ją, by oparła się ciężarem swojego ciała o ramę łóżka. Rozsuwam jej nogi, by było mi wygodniej i wracam do jej rozgrzanego wnętrza. Wsuwam drugą dłoń w jej włosy i ciągnę, by móc mieć dostęp do jej ust i szyi. Na zmianę gryzę i całuję, nie jestem w stanie się już kontrolować. Coraz mocniejszymi ruchami, staram się doprowadzić ją do granic. Jęk i krzyk mieszają się ze sobą, jej oddech jest coraz bardziej urywany, czuję jak jej nogi zaczynają się trząść.
-Dojdź dla mnie – szepczę jej do ucha. Odchylam jej ciało, by mogła się o mnie oprzeć. Jeszcze kilka ruchów, długi krzyk i próby złapania oddechu przez nas obie. Poruszam się w niej jeszcze kilka razy, tym razem już delikatnie, tak, by wzmocnić dreszcze przechodzące przez jej ciało i wysuwam z niej palce. Trzęsącymi się rękami rozwiązuje ją i pomagam położyć się na łóżku. Gdy widzę niepewność w jej zamglonym spojrzeniu, przyciągam ją do siebie i otulam kołdrą. To, że byłam zła, nie ma w tym momencie żadnego znaczenia.
-Kocham Cię, moja piękna – szepczę jej do ucha i obejmuję ją jeszcze mocniej. Jej spojrzenie pełne miłości i delikatny, czuły pocałunek, którym mnie obdarza, rozwiewają resztę negatywnych emocji jakie miałam. Nie wiem czy to, co się stało, można nazwać zemstą, ale nie obchodzi mnie to.
Był to na pewno cudowny poranek…