Coś… optymistycznego?

Strach, ból i cierpienia otoczka
Zamknęła me poranione oczka
Na to co w moim życiu się działo
Głowa się boi, to przecież bolało

Ukrywa wszystko, nie widzi granicy
Co dobre co złe, to się nie liczy
Zabiera mi chwilę, zabiera mi lata
Wspomnienia skazuje, robiąc za kata

A ja tak bym chciała ożywić chwilę
Wrócić w tej głowie do tego co miłe
Z oceanu smutku, do rzeki wdzięczności
By jeszcze kiedyś zatańczyć z radości

Bo byli tacy, co chociaż na chwilę
Przynieśli mi szczęścia niezwykłe motyle
I miłość czysta, piękna niczym róża
Która przy kolcach życia, robiła za stróża

W ciemności mej iskry, przepiękne płomyki
Kierujące powoli w stronę jasnej turystyki
Dla mnie gościem nieznanym są drogi spokojne
Więc dziękuję głosom, co powtarzały rozsądne

Że nie czas by płaszcz odwiesić na wieki
Bo jeszcze dojrzą me zmęczone powieki
Dzień w którym obudzę się wolna, bez ciężaru
A życie na nowo roztoczy moc swego czaru


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *