Mam już dosyć. Ciągłe przyciąganie i odpychanie sprawia, że moje pragnienia sięgają zenitu. Ile jeszcze ta gra będzie trwała? Ile jeszcze zamierza mnie karać za nasz konflikt? Ile jeszcze zamierza trzymać mnie w takim stanie? W mojej głowie od tygodni, powoli powstaje plan zemsty. I gdy budzę się przed nią w ten grudniowy poranek, zaczynam wprowadzać go w życie. Dziękuję siłom wyższym za to, że dzisiaj w mieszkaniu jesteśmy same. Nasza współlokatorka pojechała na weekend do rodziny. Zaczynam ten dzień od kubka gorącej herbaty i papierosa. Muszę zrzucić z siebie resztki snu, żeby móc podjąć się realizacji swojego planu. Szybki prysznic, z szuflady wygrzebuję najlepszy, koronkowy komplet bielizny i sznur, który specjalnie na tą okazję zakupiłam. Boże, ona tak pięknie i niewinnie śpi. Przez chwilę w mojej głowie, pojawiają się wątpliwości, jednak intensywny puls w mojej łechtaczce sprawia, że szybko znikają z mojej głowy.
Delikatnie łapię ją za ręce i łącze je za pomocą sznurka, po czym przywiązuję je do ramy łóżka. Moja ukochana jeszcze się nie budzi, co bardzo mi odpowiada. Dobrze, że śpi bez koszulki. Zsuwam z niej powoli kołdrę i zdejmuję jej spodenki. Boże… Jak ona cudownie wygląda, naga, przywiązana do wezgłowia łóżka, jeszcze śpiąca i nieświadoma tego, co ją dzisiaj czeka. Podkładam jeszcze poduszkę pod jej biodra, tak żeby jeszcze bardziej ją wyeksponować i ułatwić sobie dostęp. Brak kołdry sprawia, że po chwili jej oczy delikatnie się rozchylają. Próbuje poruszyć ręką, zapewne po to, by po nią sięgnąć, a gdy uświadamia sobie, że nie jest w stanie, otwiera szeroko oczy ze zdumienia. Nie pozwalam, by jakikolwiek dźwięk opuścił jej usta. Całuję ją mocno i zdecydowanie, wkładając w to całą frustrację, która towarzyszyła mi przez kilka ostatnich tygodni. Próbuje odpowiedzieć na pocałunek, jednak nie daje jej przejąć nawet cienia kontroli. Językiem rozchylam jej wargi i zagłębiam się pomiędzy nie. Przeciągam ten pocałunek do momentu, w którym nam obu brakuje tchu. Na chwilę pozostawiam jej usta w spokoju. Nachylam się nad jej uchem.
-Moja – szepczę, by po chwili mocno ugryźć ją w płatek ucha.
Cała kontrola, którą utrzymywałam, odchodzi w niepamięć. Nie chcę być delikatna, nie chcę być opanowana. Chcę, by poczuła, jak bardzo ją pragnę, jak bardzo sfrustrowana byłam. Chcę, by ona też się tak dzisiaj poczuła. Zdecydowanym ruchem odchylam jej podbródek. Na zmianę całuję i gryzę jej szyję. Mam nadzieję, że po dzisiejszym dniu zostaną na niej ślady, tak żeby jeszcze długo o tym pamiętała. Gdy jej biodra zaczynają się unosić, dociskam je do materaca.
– Nie ruszaj się, o ile Ci na to nie pozwolę! – warczę na nią i wracam do przerwanej czynności. Szyja, później dekolt, ramiona. To poczucie kontroli, to, że w końcu nie może się poruszać, nie może uciec, sprawia, że jestem cała mokra. Powstrzymuję się, by wziąć ją w tym momencie. Nie chcę jej dawać jeszcze spełnienia, na to musi poczekać. Jednak moje pragnienie staje się zbyt duże, żebym dała radę je kontrolować. Dlatego odsuwam się od niej, schodzę z łóżka i siadam na fotelu, który jest naprzeciwko. Patrząc jej w oczy, rozchylam szeroko nogi i zaczynam się dotykać. Jestem tak mokra, że żaden żel nie jest mi potrzebny. Nie wiem, która z nas jest bardziej zdziwiona tym, co się teraz dzieje. Jeszcze nigdy nie miała okazji widzieć, jak sama niosę sobie spełnienie. Jednak nie ma dzisiaj we mnie ani grama wstydu. Staram się spowolnić ruchy, przeciągnąć tę chwilę. Jej oczy wpatrują się we mnie jak zahipnotyzowane, spod lekko rozchylonych warg wydobywa się przyśpieszony oddech. Boże, widzieć, że to na nią tak działa, że jej podniecenie nie tylko nie spada przez brak dotyku, ale rośnie… Chcę przymknąć oczy, gdy czuję, że już jestem blisko, jednak zmuszam się, by tego nie robić. Topię się w jej głodnym spojrzeniu i pozwalam sobie odpłynąć na fali przyjemności…
CDN