Z pamiętnika Marii

“Idę w twoim kierunku, śmiejąc się w duchu z tego, że ty nawet nie wiesz, ile kosztuje mnie, by tak po prostu podejść i zagadać. Lecz czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Uśmiechasz się do mnie i to rekompensuje mi wszystko. Już się nie boję. 

Dalej idziemy razem. Tyle się zbierałam, żeby z tobą porozmawiać. Musiałam zebrać w sobie całą odwagę, by pokonać nieśmiałość. Długo obserwowałam cię z boku. To jak się zachowujesz, jak chodzisz, jak się uśmiechasz. Czy można to nazwać prześladowaniem? Mam nadzieję, że nie. Po prostu chciałam cię poznać. Odkryć, czemu mnie tak do siebie przyciągasz. Co takiego w tobie jest? Dzisiaj, choć minęło już wiele lat od tamtych wydarzeń, nadal tego nie wiem. Z tobą było mi po prostu dobrze, czułam się bezpiecznie. Jeden uśmiech, a później jakoś tak samo wyszło. Pierwszy pocałunek, pod tym dębem, pamiętasz? Pocałowałaś mnie pierwsza, bo ja byłam zbyt wystraszona. Pamiętam to jak dziś: gdy twoje usta dotknęły moich, gdy poczułam twój uśmiech. Zawsze się pięknie uśmiechałaś. Byłyśmy wtedy takie beztroskie i szczęśliwe. Świat się nie liczył. Później pierwszy raz, tak cudowny, bo z tobą. I choć nie był idealny, to na pewno na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako magiczne wydarzenie. Wspólne mieszkanie, wspólne plany… Ech… Dlaczego musiałaś odejść? Ja wiem, wiem, tłumaczyłaś mi już. 

Tylko dlaczego nasza miłość nie wystarczyła? 

Przegrała z brakiem akceptacji twojej rodziny. Musiałaś odejść, nie chciałaś ich stracić. Nigdy nie miałam o to do ciebie pretensji, wiesz? Rozumiałam twoje poświęcenie i je akceptowałam. Choć i tak płakałam, tęskniąc za tobą. A teraz? Siedzę nad twoim grobem i  zastanawiam się, dlaczego tak się stało, dlaczego nie udało nam się mieć siebie na dłużej. Los tak chciał; nic nie dzieje się bez przyczyny, ja wiem. Tylko tak chciałabym móc się do ciebie znów przytulić. Chciałabym, by było znów tak pięknie. Jak wtedy pod tym dębem. Wiesz, że go ścieli? Rok temu usunęli go, bo podobno przeszkadzał w pracach nad unowocześnieniem parku. No cóż, nic nie stoi w miejscu. Już minęła godzina, muszę się zbierać. Do zobaczenia, kochanie, niedługo wrócę. “

Mówiąc to Maria wstała z ławki i opuściła cmentarz. Jej kroki były powolne, jednak cechowała je pewność. Pewność tego, że tu wróci, by znów, choć przez chwilę, połączyć się ze swoją ukochaną. I czasami w nocy prosiła Boga, by pozwolił jej już odejść, by mogła się z nią spotkać i już z na zawsze z nią zostać. Tak też się stało. Maria zmarła pięć lat później. Nie pochowano jej obok ukochanej, jednak spoczęła na tym samym cmentarzu. Odeszła z uśmiechem, tak jak chciała, na fotelu, czytając ulubioną książkę. Czy połączyła się z ukochaną, na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. Może kiedyś się tego dowiemy…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *